Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w internecie nie wolno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w internecie nie wolno. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

Pierwsze: Prawo autorskie rzecz święta

Anię poznałam kilka lat temu, wirtualnie. Zaciekawiło mnie jej zafascynowanie poznawaniem wielu kultur owocujące barwnym, z pasją opisywaniem tradycji, legend, przepisów na przysmaki z różnych stron świata. I do tego opowieści o edukacji domowej…


Na jakiś czas Ania zniknęła z pola mojego widzenia, ale odnalazła się. Na Facebooku, gdzie od pewnego czasu wczytuję się w jej opowiadania o Gruzji, kolaże złożone z legend, oryginalnych przepisów kulinarnych zawsze ilustrowanych zdjęciami.

I wtem – oczy przecieram z niedowierzaniem – "Czy metoda "kopiuj-wklej" to sposób na pisanie książek przez celebrytów? O książce Pani Pakosińskiej w recenzji "Georgialiki.Książka pakosińsko-gruzińska" i internetowa?" – czytam w profilu Ani na Facebooku. 

No szczęka opadła, pozwolę sobie językiem kabaretowym, choć śmieszne to wcale nie jest.

Nie tak dawno znalazłam, zupełnie przypadkowo, jak to zwykle bywa, zdjęcie mojego autorstwa wykorzystane bez pytania o zgodę na stronie reprezentowanej przez przedstawicieli władzy, nieważne w tym miejscu której, gdyż zadzwoniłam tam natychmiast, by wyartykułować swoje niezadowolenie i usłyszałam słowo przepraszam oraz obietnicę naprawy błędu. Z tym drugim już nieco gorzej, ale nie drążyłam, nie tym razem, przez szacunek do osoby z ukradzionego mi zdjęcia… Wiem jednak, jakie uczucia wtedy targają człowiekiem. Jakem blogerka. 
 
Celebryci i ludzie na świeczniku zaskakują. Czasem bardzo negatywnie. Szkoda.

Sympatia sympatią, a kradzież kradzieżą. Dziwi, irytuje, gdy pozwalają sobie na to osoby znane (dość naiwnie w końcu ryzykujące utratą zaufania i sympatii właśnie). I nie chodzi już nawet o to, że wydaje im się, że one mogą więcej, że od jakiegoś tam blogera (postrzeganego często jako dziwaka, który robi coś za darmo) można brać bez wahania i bezkarnie, bo on i tak przecież nie zarabia. Nic bardziej mylnego (to mówię także jako blogerka, która nie zgadza się na kopiowanie i wykorzystywanie czegokolwiek co moje, bez mojej wiedzy i zgody).

Zanim skopiujesz, drogi Czytelniku, pomyśl. Jeśli nie - czy wypada, to - co mogę zyskać, a co stracić? Bo może to być zabawa niewarta świeczki. A przy okazji blask stracisz.